Zima będzie droga: węgiel w górę o 25%, koks o ponad 70%. A to jeszcze nie koniec podwyżek

Podczas nadchodzącej zimy za ogrzewanie domów zapłacimy znacznie więcej niż w ubiegłym roku. Ceny węgla wzrosły już o kilkadziesiąt procent i niestety wiele wskazuje na to, że to nie koniec podwyżek.

Jeszcze wiosną za tonę eko-groszku trzeba było zapłacić 700 złotych. Teraz już 200 złotych więcej. Podobny skok zanotowały wszystkie rodzaje sprzedawanego opału. Najbardziej w górę poszybował koks. Wiosną tona tego paliwa kosztowała 700 złotych, dziś już 1200 złotych.

Gwałtowne podwyżki to wypadkowa kilku czynników. Tym bezpośrednim następstwem jest niewystarczające wydobycie. W kopalniach po prostu brakuje węgla.
– Kiedyś do składu dostarczałem dziennie minimum jedną naczepę węgla (ok. 25 ton). Teraz to jedna bądź dwie tygodniowo – mówi nam Witold Ogłoza, właściciel składu opału przy ul. Królewskiej Tamy.

Jego zdaniem za wzrostem cen stoją m.in. pośrednicy obracający węglem, którzy narzucają wysokie marże. A mogą sobie na to pozwolić, bo deficyt czarnej skały zmusza kupujących do wykładania na licytacyjny stół wyższych kwot. W konsekwencji, by biznes był opłacalny, cena węgla trafiającego do klienta detalicznego windowana jest w górę.

Dlaczego w kopalniach jest za mało węgla?

Zdaniem ekspertów to wynik trudnej sytuacji finansowej branży, która w ostatnich latach ograniczyła inwestycje, w tym otwieranie nowych ścian wydobywczych. Ta stagnacja nałożyła się w tym roku z wejściem w życie uchwały antysmogowej.

W województwie śląskim wprowadzono zakaz sprzedaży mułów i flotów, czyli najbardziej szkodliwych dla środowiska paliw (ale jednocześnie najtańszych). Szacuje się, że zakaz stworzył lukę na ok. 500-600 tysięcy ton węgla.

– Jeżeli się czegoś zabrania to w zamian trzeba coś dać – komentuje Witold Ogłoza. – Wycofanie opału najniższej jakości mogło następować stopniowo i przy wzroście wydobycia węgla wysokiej jakości. Nikt o tym nie pomyślał, a ludzie czymś grzać się muszą – dodaje.

Z kluczowym wpływem nowych przepisów na wzrost cen opału nie zgadza się natomiast Marek Wyszyński z Gliwickiego Alarmu Smogowego.

– Węgiel to paliwo podlegające regułom wolnego rynku. W ostatnim czasie cena rynkowa węgla na giełdach europejskich wzrosła o około 30%. Uchwały antysmogowe w oczywisty sposób nie są w stanie wpływać na światową cenę węgla – komentuje. – Zwiększony popyt na węgiel spowodował obniżenie zapasów w kopalniach i na składach. Sytuacja powinna być tymczasowo rozwiązana poprzez zwiększenie importu węgla, który jest na rynkach światowych zwykle tańszy od polskiego – dodaje.

I rzeczywiście, choć zakrawa to o paradoks, skupujący węgiel na Śląsku obecnie rozważają jego zakup na Ukrainie bądź Rosji. Część z nich ponoć podjęła już takie kroki. Jest więc prawdopodobne, że w Gliwicach zimą będziemy palić węglem zza naszej wschodniej granicy. Prawdopodobnie będzie też jeszcze znacznie drożej. Według prognoz w szczycie sezonu grzewczego cena za „orzecha” może sięgnąć nawet 1100 złotych za tonę.

Michał Szewczyk