Zmarła dziewczynka ranna w piątkowym wypadku na szlaku kolejowym. Śledztwo prokuratury

Nie żyje sześciolatka, która w ubiegły piątek, razem z ojcem i dwa lata starszą siostrą została potrącona przez pociąg na wiadukcie kolejowym w rejonie działek przy ulicy Webera. Dziewczynka przez kilka dni była utrzymywana w stanie śpiączki farmakologicznej

Do zdarzenia doszło krótko po godz. 20.00. 33-letni mężczyzna z dwiema córkami i ich ciocią szli wzdłuż torów szlakiem w kierunku Gliwic. Maszynista pociągu na ich widok włączył długi sygnał ostrzegawczy. Rodzina znajdowała się jednak już na wiadukcie i nie miała zbyt dużej możliwości manewru. Ewentualną ucieczkę utrudniały barierki. Tylko cioci dziewczynek udało się przez nie wydostać. Kobiecie, po wypadku, udzielono pomocy psychologicznej.

Sześciolatka została najpewniej porwana przez pociąg wskutek zawirowania powietrza. Pociągnęła za sobą siostrę i ojca, przy czym żadne z nich nie wpadło pod koła. Największe obrażenia odniosła młodsza z dziewczynek, którą Lotnicze Pogotowie Ratunkowe przetransportowało do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach-Ligocie. Dziś po południu, dziewczynka zmarła. Ojciec i starsza córka wciąż są hospitalizowani – mają m.in. połamane kończyny.


Policja i prokuratura badają przyczyny wypadku. Wciąż nie wiadomo, z jakiego powodu rodzina znalazła się w tak niebezpiecznym miejscu, ryzykując zdrowie, a jak się okazało, także życie jednego z dzieci. Śledztwo na razie jest prowadzone w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie.

Prokuratura zamierza powołać biegłego, który odtworzy przebieg wypadku i określi rolę jaką odegrali w nim poszczególni uczestnicy. W toku śledztwa, sprawdzany będzie wątek narażenia dzieci na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia przez osoby sprawujące nad nimi opiekę.

(TK)