Czesław Mozil: Polacy nie mają do siebie dystansu [WYWIAD]

Wokalista, kompozytor i muzyk rodem z Zabrza. Sam o sobie mówi, że jest śmiesznym panem z telewizji. Ale i człowiekiem orkiestrą z medialnym zacięciem.

Jak się wraca do rodzinnego miasta i gra się koncert przed swoją publicznością?

Każdorazowo towarzyszą temu spore emocje. Zawsze boję się, że będę się rozklejał czy stresował. To jest pełne emocji, dziwne, a jednocześnie fantastyczne. To jest cudowne jak ludzie stąd przychodzą, dziękują, rozmawiają. Ja bardzo dużo z tego wszystkiego czerpię, cieszę się tym co dzieje się w danej chwili. To napawanie się momentami jest bardzo istotne, bo przecież nie da się przewidzieć co się wydarzy, jak potoczy się życie. Nie chcę zanudzać tym co mi się udało, a co nie. Zarówno tego i tego, było, jest i pewnie będzie bardzo wiele. Powiem ci jedno ? jestem szczęściarzem.


Byłeś dzieckiem, gdy wyjeżdżałeś z Zabrza…

Miałem 6 lat. Wiesz, mając tak mało lat, świat wydaje się bardzo mały, okrojony. Znasz kilka ulic i one są dla ciebie wszystkim. Ja je wszystkie pamiętam! Pamiętam ulicę Szczęść Boże, Kino Roma. Pamiętam gdzie były lody, na rogu, obok mostu był Pewex. Pamiętam też, że jak wychylałem się z okna mieszkania, to widziałem jak mama szła do kiosku. Wydaje mi się, że on tam nadal jest!

Zgadza się, ciągle jest ten kiosk! Gdzie dokładnie znajdowało się twoje mieszkanie?

Widzisz, bardzo wiele zapamiętałem! Mieszkałem dokładnie tam gdzie teraz jest lombard. Tam mieszkał mały Czesław z rodziną. Było też podwórko, takie ciemne, trochę przerażające. A tam, gdzie teraz jest Biedronka był taki duży parking, uczyłem się na nim jeździć na rowerze. Dla kilkuletniego chłopca ten parking wyglądał jak stadion żużlowy, wysypany takimi małymi kamykami.

Było Zabrze, Śląsk. Co przychodzi Ci na myśl, gdy myślisz o Danii?

Mam stamtąd mnóstwo wspomnień, co jest dość logiczne, kiedy spędzasz w jakimś miejscu wiele lat. Pamiętam swoich kolegów z dzieciństwa, nie tylko Duńczyków. Mam wielu znajomych z Turcji, Iranu, Iraku. Sporo przeżyłem, poznałem wielu ludzi. Należałem do harcerstwa, byłem ministrantem. Dalej jestem wierzącym człowiekiem i nie wstydzę się tego!

Nie wiadomo co powiedzieć żeby było dobrze i poprawnie.

Nie widzę sensu w licytowaniu się kto jest lepszym katolikiem. Czy ktoś jest wierzący czy nie. Mam wielu znajomych, którzy nie wierzą albo, których wiara jest inna od mojej. Ja nie widzę w tym żadnego problemu. Przyjeżdżam do Polski i nagle okazuje się, że to jest ogromny problem, że się nie wierzy. Ja myślałem, że wiara tak jak seksualność, jest prywatna. Nie sądziłem, że z tego trzeba się tłumaczyć, że dojdzie do sytuacji kiedy będę musiał powiedzieć, że tak, jestem wierzącym człowiekiem! Dochodziło do sytuacji kiedy pisano np. na stronach prawicowych, że Czesław Mozil jest niewierzący. O co chodzi w ogóle? Dlaczego oni to mówią, skąd oni mogą to wiedzieć nie znając mnie?

Co denerwuje cię w Polakach?

My, Polacy zbyt często nie mamy dystansu. Denerwuje mnie taka udawana poprawność, to, że według opinii ludzi, najlepiej zaznaczyć kiedy żartujemy, śmiejemy się .Kiedy mówimy coś niepoprawnego. Nie lubię wymuszonej tolerancji. Nie lubię też takiego z góry narzuconego, często udawanego systemu wartości. Coś na zasadzie, czarny jest zły, bo tylko biały jest dobry. Nie będziesz mnie nazywał Murzynem! Ja jestem biały, lepszy! I mam większe prawo być tutaj na zasiłku niż ktokolwiek inny. Podobno Jezus był ciemny. Może nawet Bóg był ciemny albo dla niektórych co gorsza, był kobietą?

Jak twój ostatni album, ,, Księga Emigrantów??, odnosi się do tematu wyjazdu z kraju?

Pierwsza księga szydzi, pozwala śmiać się z emigrantów, w tym ze mnie. Jednak to będzie bardziej złożony projekt. Nie poprzestajemy na jednej części. To byłoby niesprawiedliwe, bo to jest bardzo rozległe, w dodatku emigracja to trochę temat tabu. Chcemy stworzyć trylogię. Tom II będziemy współtworzyć z Muzeum Emigracji w Gdyni. Na tej płycie przedstawimy pozytywne historie ludzi będących na tzw. obczyźnie. Pokażemy, że ludziom się udaje, są szczęśliwi. Z kolei tom III ma być swego rodzaju spowiedzią emigranta. I pozwól, że ta ostatnia część będzie jak na razie większą tajemnicą.

(TK)